Próbka gruntu w końcu trafiła w wymaganej ilości do „piekarnika”, jak naukowcy nazywają pojemniki aparatury naukowej TEGA (na pokładzie jest ich osiem). To ta sama porcja regolitu, która spoczywała na osłonie pojemnika już od kilku dni i mimo prób (czytaj tu i tu) nie chciała przesiać się przez osłonę przepuszczającą tylko drobiny o wielkości do 1 mm. Dlaczego teraz się udało? Naukowcy podejrzewają, że pomógł skumulowany efekt kilkukrotnego potrząsania pojemnikiem, albo zmiana w spójności gruntu, który przez kilka dni leżał na pokrywie pojemnika. W każdym razie w zastanym w polarnych rejonach Marsa materiale jest coś dziwnego i dlatego naukowcy z niecierpliwością będą czekać na wyniki analizy dokonanej przez TEGA.

Próbka trafiła do pojemnika nr 4:

TEGA, oven 4

Reklamy

Kończy się misja STS-124 promu kosmicznego Discovery. O godzinie 13:42 nastąpiła separacja wahadłowca od stacji kosmicznej ISS. Oba obiekty znajdowały się wtedy w cieniu Ziemi, więc operacja odbyła się przy sztucznym oświetleniu. Następnie już w promieniach Słońca, Discovery wykonał oblot (zdjęcie niżej) stacji i rozpoczął oddalanie się.

Discovery oblot stacji

Poniżej zdjęcie (z NASA TV) stacji z oddalającego się promu. Na dole po prawej widać efekt ostatnich prach astronautów – japońskie laboratorium Kibo, z dołączonym na górze modułem ładunkowym oraz ramieniem.

ISS i Kibo

Działa także toaleta, do której części zamienne przywiózł Discovery 🙂 Lądowanie promu planowane jest na 14 czerwca.

Phoenix nadal bez próbek

Koparka phoenixa

Lądownikowi Phoenix po raz kolejny (o wcześniejszej próbie tutaj) nie udało się umieścić wystarczającej ilości marsjańskiego gruntu w jednym z pojemników instrumentu naukowego TEGA. Aby urządzenie przeprowadziło badania (podgrzało próbkę i zanalizowało wydobywające się gazy) potrzeba było 20-30 miligramów materiału, ale przez osłonę pojemnika przedostało się mniej niż 1 miligram marsjańskiego regolitu. Nie pomogło nawet dłuższe i na wyższej częstotliwości włączenie wibracji pojemnika. Próbka okazała się po raz kolejny zbyt zbita lub kleista.

Mimo kolejnej nieudanej próby naukowcy z NASA są optymistami. Planują następną próbkę delikatnie rozsypać nad pojemnikiem, a jeśli i to się nie powiedzie rozgnieść ramieniem ją aby rozbić grudy.

– Mamy nadzieję dostarczyć próbki w ciągu dwóch soli – powiedział naukowiec z misji Phoenix, Doung Ming.

W międzyczasie lądownik kontynuuje fotografowanie okolic miejsca lądowania i bada warunki meteorlogiczne.

W 2010 roku ma zostać zakończony program lotów promów kosmicznych, które od 1981 roku stanowiły jedyny amerykański środek transportu ludzi na orbitę okołoziemską. Następca wahadłowców (choć o zupełnie innej konstrukcji, przypominającej załogową kapsułę z księżycowego programu Apollo) – Orion będzie gotowy najwcześniej w 2014 roku, zatem przez 4 lata USA będzie pozbawione możliwości np. wysyłania załóg do ISS. Z pomocą mają przyjść Rosjanie. Z tej to przyczyny centrum lotów w Houston odwiedzają właśnie przedstawiciele rosyjskiego Roskosmosu, aby dogadać szczegóły umowy, która później tego lata będzie musiała zostać jeszcze zaakceptowana przez amerykański kongres. Kontrakt ma dotyczyć lotów astronautów w latach 2011-2013 (cena Rosjan to około 50 mln. dolarów za jedną osobę wysłaną Sojuzem (na zdjęciu poniżej)), a także dostarczania ładunków na ISS za pomocą rosyjskiego bezzałogowego transportowca Progress.

Sojuz

Podobna sytuacja miała miejsce po katastrofie promu Columbia na początku 2003 roku, kiedy starty wahadłowców zawieszono na 2 lata – kilku Amerykanów wysłano na ISS właśnie Sojuzami.

Z jednej strony Rosja to sprawdzony partner w kosmosie, ale z drugiej amerykanie chcieliby się zabezpieczyć na wypadek np. jakiejś awarii Sojuzów. Dlatego przewodniczący NASA Michale Griffin, podczas spotkania z przedstawicielami europejskiego przemysłu kosmicznego w francuskim parlamencie, zachęcał Stary Kontynent do zbudowania własnego załogowego statku kosmicznego. ESA wysłała w marcu bezzałogowy statek transportowy ATV (Automated Transfer Vehicle) o nazwie Jules Verne, który zacumował do ISS w kwietniu. Szef Arianspace, firmy produkującej europejską rakietę Ariane, powiedział, że przerobienie ATV (na zdjęciu poniżej) na statek zdolny do transportu ludzi nie byłoby trudnym zadaniem i kosztowałoby 3 – 4,5 miliardów dolarów. Jednak wykonanie tego zadania na czas, tzn. przed 2014 rokiem, kiedy Amerykanie najbardziej potrzebowaliby takiego pojazdu, jest bardzo mało prawdopodobne.

ATV001

new HorizonsWczoraj (8 czerwca) sonda New Horizons przecięła orbitę Saturna. Kilka dni temu obudziła się z planowej, 89-dniowej hibernacji aby przejść testy urządzeń nawigacyjnych, przesłać dane z instrumentów do pomiaru pyłu kosmicznego, pobrać parę poprawek oprogramowania i plan lotu na następne miesiące. Oprócz przecięcia orbity szóstej planety (Saturn był wtedy w innym miejscu) sonda osiągnęła parę innych kamieni milowych: oddaliła się od Słońca na 10 jednostek astronomicznych (jedna jedn. astron. czyli 1 a.u., to średnia odległość Ziemia-Słońce – ok. 150 mln. km) oraz świętowała 866 dzień lotu, czyli jedną czwartą czasu potrzebną na dotarcie do Plutona. Ostatnią sondą, która dotarła poza orbitę Saturna był Voyager 2, a dokonał tego w 1981, zmierzając na spotkanie Urana i Neptuna.
New Horizons dokona przelotu w pobliżu układu Pluton-Charon w lipcu 2014 roku. Będzie to pierwsza sonda, która dotrze w pobliże do niedawna najmniejszej planety Układu Słonecznego (zdegradowanej przez Międzynarodową Unię Astronomiczną do roli planety karłowatej). New Horizons, nie wchodząc na orbitę Plutona, pomknie dalej i być może uda się jej znaleźć w pobliżu kolejnych obiektów z Pasu Kuipera (poszukiwania odpowiednich kandydatów trwają).

W piątek Phoenix pobrał kolejną próbkę marsjańskiego gruntu, tym razem pierwszą, która miała trafić do pokładowego laboratorium. Ramię przeniosło łyżkę koparki nad otwarty pojemnik, próbka została wysypana nad otwartym, jednym z pojemników laboratorium i … niestety instrument nie potwierdził, że jakikolwiek materiał dostał się do wnętrza przez osłonę (osłona miała przepuszczać tylko drobiny wielkości do 1 mm). Jak widać na zdjęciu próbka spoczywa rozsypana nad pojemnikiem:

Probka i pojemnik

Naukowcy nie są jeszcze pewni co się stało. Podejrzewają, że regolit z próbki nie jest wystarczająco sypki, tylko bardziej kleisty niż się spodziewano i formuje grudy, które nie mogą przedostać się przez osłonę pojemnika. Aby zaradzić temu problemowi podczas następnej próby, rozważają najpierw dociśnięcie gruntu za pomocą ramienia w celu rozgniecenia grud i dopiero potem pobranie bardziej już sypkiego materiału. Pojawiają się też propozycję dłuższego potrząsania pojemnikiem (w piątek potrząsanie trwało pięć minut), co być może umożliwiłoby przesianie jakiś drobin przez osłonę.

Na sobotę nie zaplanowano kolejnych prób przeniesienia próbek do laboratorium.

Na podstawie: University of Arizona

Phoenix i próbki

Phoenix pierwsze próbki gruntu miał dostarczyć do swego mini-laboratorium jeszcze w środę, niestety okazało się, że polecenia wysłane w tym celu z Ziemi nie zostały przekazane do lądownika. Sonda, która miała pośredniczyć w transmisji – Mars Odyssey, przeszła w tryb standby i nie przekazała instrukcji na powierzchnię Marsa. Pobieranie próbek zostało więc opóźnione o jeden dzień, a Phoenix zajął się zadaniami, które miał przygotowane na wypadek braku nowych komunikatów z Ziemi.

Podczas jednego z testów kopania, ramię odsłoniło biały materiał:

Biała warstwa

Naukowcy zastanawiają się czy to lód, czy sól (to świadczyłoby o występowaniu tu w przeszłości wody w stanie ciekłym), czy może jakaś inna substancja.

Mikroskop optyczny Phoenixa wykonał natomiast zdjęcie ziarnom pyłu, które opadły na lądownik:

Ziarna pyłu

Okazało się, że drobiny są bardzo małe – wielkości 1/10 średnicy ludzkiego włosa. Naukowcy mówią, że to jak dotąd najdokładniejsze zdjęcie, wykonane na innej planecie.

Z kolei zdjęcia przesłane dzisiejszej nocy (nocy na Ziemi, w Polsce – w miejscu lądowania Phoenixa panuje teraz dzień polarny i słońce pozostaje nad horyzontem przez całą dobę) pokazują, że lądownik otrzymał już nowe instrukcje i zabrał się do pobierania próbek.

Próbki gruntu

Więcej informacji można się zapewne spodziewać wieczorem.

32 kandydatów (wyselekcjonowanych z ponad 5 tys. ochotników) z Europy zebrano w Europejskim Centrum Astronautów w Kolonii w Niemczech, aby wybrać kilku, którzy wezmą udział w programie Mars500 – naziemnej symulacji misji na Marsa i z powrotem. Pierwszy etap przedsięwzięcia rozpocznie się w październiku 2008 i będzie polegał na zamknięciu w izolowanej komorze dwóch Europejczyków i czterech Rosjan na okres 105 dni. Drugi etap z dwoma kolejnymi Europejczykami potrwa 520 dni i rozpocznie się na początku 2009 roku. Jedna część komory ma symulować statek podróżny, który zabierze astronautów na Marsa, druga część lądownik, który ma wylądować na planecie a potem wrócić na Ziemię.

mars 500 komora

Zdjęcie: ESA.

Badania przeprowadzone podczas próby skupią się na psychologicznych i fizjologicznych aspektów długotrwałego pobytu niewielkiej grupy ludzi w zakmniętym środowisku. Mars500 jest wspólnym przedsięwzięciem ESA i Rosyjskiego Instytutu Problemów Biomedycznych (IBMP) w Moskwie.

Na podstawie: ESA

Firma SpaceX, należąca do twórcy PayPal – Elona Muska, z sukcesem przetestowała zestaw 5 silników, które mają posłużyć jako napęd do nowej serii rakiet nośnych Falcon 9. Było to pierwsze jednoczesne uruchomienie pięciu silników typu Merlin, wszystko poszło zgodnie z planem. Próba odbyła się 29 maja na poligonie w Teksasie.

Test silników

Zdjęcie: SpaceX

Więcej informacji i zdjęć tutaj. Film z testu tutaj.

Docelowo w pierwszym członie Falcona 9 ma zostać zainstalowane 9 silników Merlin (w wersji Falcon 9 Heavy mają zostać dodane dwie 9-silnikowe rakiety pomocnicze). Rakieta nośna ma umożliwić relatywnie tani i – co podkreślają twórcy – niezawodny środek transportu na orbitę dużych ładunków o masie od 10 do 28 ton (Falcon 9 Heavy). Człon pierwszy i drugi będą mogły być wykorzystywane ponownie. Pierwszy start Falcona 9 planowany jest przed końcem 2008 roku.

Pod koniec czerwca lub na początku lipca planowany jest start (z atolu Kwajalein na wyspach Marshalla) mniejszej wersji – Falcon 1, której pierwszy stopień jest wyposażony w jeden silnik rakietowy Merlin.

Udała się wczorajsza operacja przyłączenia modułu PM (elementu japońskiego laboratorium Kibo) do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Moduł został przeniesiony za pomocą manipulatora ISS, którym kierował japoński astronauta Akihiko Hoshide.

Kibo na manipulatorze

Operacja wymagała także wyjścia w przestrzeń, dwóch amerykańskich astronautów: Rona Garana (na zdjęciu poniżej) i Michaela Fossuma.

Ron Garan Eva

Poniżej kilka zdjęć z wcześniejszych etapów misji (źródło wszystkich NASA).

Czytaj dalej »

« Poprzednia stronaNastępna strona »